Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 35 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: 17 września 1939 - IV Rozbiór Polski
PostNapisane: 14 wrz 2016, 12:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://ciekawostkihistoryczne.pl/2015/1 ... lerzystow/

Z lampami naftowymi na sowieckie czołgi. Niezwykły wyczyn polskich kawalerzystów
Autor: Krystian Tryniecki | 27 grudnia 2015 | 26,968 odsłon

Polski kawalerzysta na Pomniku Czynu Zbrojnego Polonii Amerykańskiej w Warszawie (fot. Szczebrzeszynski, domena publiczna).Co zrobić, gdy zbliżają się przeważające siły pancerne przeciwnika, a jedyną osłoną są chłopskie chałupy? Polscy ułani pokazali, że sowieckie czołgi nie miały szans w starciu z prawdziwą fantazją, odwagą… i lampami naftowymi. Pora przypomnieć niezwykły wyczyn polskich kawalerzystów pod Kodziowcami.

W trakcie walk wrześniowych w Wołkowysku zaczęły formować się zapasowe pułki kawaleryjskie przeznaczone do wzmocnienia sił Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew”. Były to trzy rezerwowe pułki ułanów: 101, 102 i 110. Ich stan etatowy pozostawiał wiele do życzenia, a uzbrojenie też było nienajlepsze. Brakowało sprzętu przeciwpancernego czy nawet karabinów maszynowych.

Napaść dokonana przez Sowietów 17 września sprawiła, że w polskim dowództwie zmieniono koncepcję użycia wspomnianych pułków. Zadecydowano o utworzeniu z nich (i jeszcze dwóch innych improwizowanych jednostek) Brygady Rezerwowej Kawalerii Wołkowysk, której zadaniem było przebicie się na Litwę.

Obrazek
Żołnierze Sowieccy wkraczający do Polski 17 września 1939 roku (fot. domena publiczna).



Pierwsze starcia z Sowietami

Nowo sformowana brygada została skierowana w rejon Grodna, a po drodze stoczyła kilka zwycięskich potyczek z oddziałami Armii Czerwonej. W mieście dowództwo nad wszystkimi zgromadzonymi tam oddziałami polskimi przejął gen. Wacław Przeździecki. Podległe mu jednostki brały udział w bohaterskiej obronie Grodna, a następnie odskoczyły od nieprzyjaciela i skierowały się na północ w kierunku granicy litewskiej.

Późnym wieczorem 21 września polscy żołnierze dotarli w rejon miejscowości Hoża i Sopoćkinie. Wchodzący w skład grupy Wołkowysk 101 pułk ułanów dotarł do wsi Kodziowce, gdzie miał się rozlokować i przeczekać noc.


Skąd się wzięły tutaj sowieckie czołgi?

Wkrótce po przybyciu na miejsce postoju dowódca 101. pułku ułanów, mjr Stanisław Żukowski, otrzymał meldunek o zbliżających się pojazdach wroga. Informację skwitował bardzo krótko: Poradzimy sobie! Skąd się wzięły tutaj sowieckie czołgi?, a następnie przeszedł do natychmiastowego rozlokowywania podległych sobie żołnierzy.

Kodziowce to mała wieś, która w 1939 r. liczyła nieco ponad 20 gospodarstw położonych wzdłuż nieutwardzonej drogi ciągnącej się od rzeki Niemen aż do Sopoćkiń. Na zachodnim krańcu miejscowości znajdowało się niewielkie wzgórze, a od południa do zabudowań przylegał pas podmokłych łąk, tak więc uwarunkowanie terenu sprzyjało obronie.

Obrazek
Sowieccy i niemieccy żołnierze oglądają samochody BA-10. M.in. z takimi pojazdami przyszło walczyć polskim kawalerzystom pod Kodziowcami (fot. Bundesarchiv, Bild 101I-013-0068-18A / Höllenthal / CC-BY-SA 3.0).


Na skraju wsi znajdował się także folwark. To właśnie w oparciu o to miejsce mjr Żukowski rozmieścił pod swoim bezpośrednim dowództwem 3. i 4. szwadron pułku, szwadron kolarzy i pół szwadronu karabinów maszynowych. 1. i 2. szwadron ułanów, szwadron pionierów (saperów) wraz z pozostałą częścią szwadronu karabinów maszynowych zostały oddane pod komendę rtm. Narcyza Łopianowskiego, który miał obsadzić gospodarstwa we wsi.

Obrazek
Armia Czerwona wyzwala chłopów spod pańskiego ucisku, sowiecki plakat propagandowy z 1939 roku.


Jednostka Armii Czerwonej, o której obecności w pobliżu doniesiono mjr. Żukowskiemu, to oddział zbiorczy pod dowództwem mjr. Czuwakina. Siła bojowa nieprzyjaciela znacznie przewyższała możliwości ogniowe polskich kawalerzystów. Krasnoarmiejcy dysponowali ok. 35 czołgami (głównie BT-7), kilkoma samochodami pancernymi BA-10, 6 armatami przeciwpancernymi oraz jednostkami zaopatrzeniowymi wspartymi piechotą. Ogółem grupa ta liczyła prawie 500 żołnierzy.


Nieostrożni Sowieci

Nadszedł wieczór 21 września. Przemoczone przez padający deszcz patrole kawalerzystów czujnie wypatrywały zbliżającego się wroga. Pozostali ułani udali się do zabudowań chłopskich, aby wysuszyć mundury i zażyć trochę snu. Żołnierze zdawali sobie jednak sprawę, że ich odpoczynek w każdej chwili może przerwać sygnał alarmu oznaczający atak nieprzyjaciela.

Około północy kilka sowieckich samochodów rozpoznawczych podjechało pod wschodnie zabudowania wsi. Przygotowani Polacy ostrzelali wroga i uszkodzili kilka pojazdów. Po krótkiej strzelaninie grupa zwiadowcza wycofała się.

Obrazek
„Wyzwolenie bratnich narodów Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy” na sowieckim znaczku pocztowym z 1940 roku (rys. Iwan Dubasow, domena publiczna).


Ponad godzinę później, już 22 września, 7 rozpędzonych czołgów BT-7 przerwało polskie pozycje ubezpieczające i wjechało między zabudowania Kodziowców, detonując przy tym miny przeciwpancerne, które wcześniej założyli nasi pionierzy. Niestety ładunki te okazały się zbyt słabe i nie wyrządziły żadnych szkód maszynom wroga. Po kilkunastu minutach strzelania na oślep radzieckie pojazdy opuściły wieś.

Obrazek
Płonący czołg BT-7 (fot. Bundesarchiv, Bild 101I-020-1268-36 / Hähle, Johannes / CC-BY-SA 3.0).


Mjr Żukowski postanowił przeciwdziałać. Wysłany przez niego patrol kawalerzystów odkrył na wschodnich przedpolach wioski odpoczywającą sowiecką piechotę, która nie wystawiła wart i stanowiła łatwy cel dla Polaków. Atak zaplanowano na godzinę 4.00, a miał go poprowadzić sam dowódca pułku.

Natarcie naszych żołnierzy całkowicie zaskoczyło nieprzyjaciela. Niespodziewanie, w tym samym czasie Kodziowce zaatakował od zachodu pododdział czołgów wsparty liczną piechotą. Taki rozwój wypadków sprawił, że mjr Żukowski zadecydował przerwać pomyślnie rozwijający się atak i powrócić na umocnione pozycje przy folwarku.


Ułani przeciw czołgom

Polacy nie spodziewali się większego zagrożenia od zachodu. Wydawało się, że stacjonujące z tej strony pozostałe pułki grupy gen. Przeździeckiego nie pozwolą na przedarcie się Armii Czerwonej, więc zaskoczenie uderzeniem od strony Sopoćkiń było jak najbardziej zrozumiałe.

Obrazek
A tak prezentowały się BT-7 zanim zajęli się nimi polscy kawalerzyści (fot. Andshel, CC BY-SA 3.0).


Po kilku minutach chaotycznej strzelaniny ułani przegrupowali się i zaczęli przejmować inicjatywę. Z powodu braku sprzętu przeciwpancernego kawalerzyści atakowali krążące po wsi czołgi butelkami z benzyną. Tak wspomina to rtm. Łopianowski:

Mając już doświadczenie z walk grodzieńskich o skuteczności zwalczania czołgów butelkami z benzyną, zaopatrzyłem swój szwadron w odpowiedni zapas tej prymitywnej broni. Butelki te były w sakwach zamiast bielizny, a ułani umieli już posługiwać się nimi.

Z czasem zaczęło brakować butelek, a i benzyny stopniowo ubywało. Wtedy to pomysłowi żołnierze zaczęli wynosić lampy naftowe z chłopskich chałup. Następnie mieszali naftę z benzyną i takimi oto środkami zaczęli zwalczać pojazdy wroga.

Sowieci ponawiali ataki aż 11 lub 12 razy, ale za każdym razem były one skutecznie odpierane przez naszych kawalerzystów. Bitwa zakończyła się ok. godziny 8 rano. Krasnoarmiejcy, widząc, że z każdym atakiem ich straty powiększają się, a determinacja obrońców jest niezachwiana, postanowili się wycofać.


Krajobraz po walce

Rankiem 22 września oczom żołnierzy ukazał się ponury widok. Wśród zniszczonych zabudowań dogasały wraki pojazdów, a wokół leżało pełno trupów ludzi i koni. Straty po stronie polskiej są trudne do oszacowania, ale z pewnością były duże. Ciężko ranny został dowódca pułku mjr Żukowski i zmarł jeszcze tego samego dnia. Wiadomo, że ułani stracili aż 70% koni.

Obrazek
Krzyże na miejscu bitwy pod Kodziowcami (fot. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej, CC BY-ND 2.0).


Gen. Przeździecki stwierdza, że w rejonie Sopoćkiń zniszczono 22 czołgi sowieckie (w tym 17 pod Kodziowcami). Potwierdza to relacja rtm. Łopianowskiego, który dodaje, że jego żołnierze rozbili 11 maszyn, a pozostałych 6 zostało unieruchomionych w pobliżu folwarku. Z chaotycznych dokumentów radzieckich wynika, że nieprzyjaciel oszacował swoje straty na 12 czołgów i aż 800 żołnierzy. Do tej ostatniej liczby bardzo sceptycznie podchodzi rtm. Łopianowski, który twierdzi, że jest ona zawyżona.


Ku Litwie

Obrazek
Artykuł został oparty m.in. na wspomnieniach Narcyza Łopianowskiego, pt. „Rozmowy z NKWD 1940–1941” (Instytut Wydawniczy „Pax” 1991).


Po bitwie pod Kodziowcami 101 pułk ułanów przedarł się na Litwę, gdzie jego żołnierze zostali internowani. Później dostali się do niewoli sowieckiej. Sam Ławrientij Beria był pod wrażeniem wyczynu polskich ułanów. Szczególnie zaimponowała mu postawa rtm. Łopianowskiego. Właśnie to zadecydowało o tym, że został on jednym z 395 oficerów polskich, którzy uniknęli zbrodni katyńskiej. W 2007 roku, TVP zrealizowała na podstawie jego wspomnień spektakl pt. „Willa Szczęścia”.

O wyniku starcia pod Kodziowcami zadecydowało fatalne dowodzenie sowieckie oraz zlekceważenie sił polskich. Na szacunek zasługuje jednak opanowanie i zdolność do improwizacji jaką wykazali się nasi dowódcy. Nie należy zapomnieć o bohaterskiej, a momentami wręcz heroicznej postawie ułanów.

Warto przytoczyć tutaj dwa nazwiska zwykłych żołnierzy: kpr. Choroszczuka i ułana Połczanina, którzy wskoczyli w trakcie walk na czołgi i kolbami swej ręcznej broni unieszkodliwiali działka oraz karabiny maszynowe. Rtm. Łopianowski określił to do szaleństwa posuniętą odwagą.


Bibliografia:

1. Czesław Grzelak, Wilno–Grodno–Kodziowce 1939, Bellona, Warszawa 2002.
2. Narcyz Łopianowski, Rozmowy z NKWD 1940–1941, Andrzej Kunert, Instytut Wydawniczy „Pax”, Warszawa 1991.
3. Ryszard Szawłowski, Wojna polsko-sowiecka 1939. Tło polityczne, prawnomiędzynarodowe i psychologiczne. Agresja sowiecka i polska obrona. Sowieckie zbrodnie wojenne przeciw ludzkości oraz zbrodnie ukraińskie i białoruskie, t. 1, Monografia, Wydawnictwo Antyk Marcin Dybowski, Warszawa 1997.
4. Jan Przemsza Zieliński, Wrześniowa Księga Chwały Kawalerii Polskiej, Bellona, Warszawa 1995.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września 1939 - IV Rozbiór Polski
PostNapisane: 17 wrz 2016, 11:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2016/09/16/17 ... ad-horynie

17 września 1939 roku słońce zgasło nad Horyniem
2016.09.17

Obrazek

17 września mija kolejna rocznica napaści Rosji Sowieckiej na Polskę.

Wpis poniższy poświęcam wspaniałemu, skromnemu człowiekowi z którego doświadczeń życiowych i rad miałem zaszczyt korzystać w swojej społecznej działalności w Domu Polskim w San Francisco. W tamtym czasie rocznica 17 września 1939 roku była niejako zarezerwowana dla Pana Józefa Pętkowskiego, który jako siedemnastolatek wszedł do II wojny światowej, a w zasadzie dostał się do niewoli sowieckiej na granicy wschodnich rubieży Rzeczpospolitej. Kiedy szukałem w internecie ciekawostek o przebiegu działań na wschodniej granicy zasmuciła mnie wiadomość, że na wiosnę,

5 kwietnia 2016 roku odszedł od nas na Wieczną Wartę

Ś.P. JÓZEF PĘTKOWSKI.

Cześć Jego Pamięci!

Wcześniej, 1 września 1939 roku Niemcy zaatakowali Polskę od zachodu. Sowieci łamiąc pakt o nieagresji skorzystali z okazji uderzając na nasze wschodnie tereny. Naocznym świadkiem tamtych wydarzeń był podchorąży Józef Pętkowski. Wychowany w wojskowej rodzinie, jego ojciec, podpułkownik dyplomowany był ostatnim dowódcą 19 Pułku Ułanów Wołyńskich, zginął w Starobielsku. Waldemar Głodek, PCO



* * *



Gdy rozpoczęła się II Wojna Światowa miałem 17 lat. 17, września 1939 roku, razem z garstką żołnierzy 19. Pułku Ułanów dostałem sie w Ostrogu nad Horyniem do niewoli sowieckiej i zaczęły się moje wojenne wędrówki, które zakończyły się sześć lat później we Włoszech. To, co przeżyłem w latach wojny i co wtedy przesunęło się przed moimi oczym, jest treścią tej książki… – napisał Józef Pętkowski w przedmowie do “17 września 1939 roku słońce zgasło nad Horyniem – wspomnienia lwowskiego kadeta”.

17. września obudził mnie łoskot gąsiennic jadących czołgów. Świtało. Była godzina 5 rano. Wyskoczyłem na balkon. Po drugiej stronie obrośniętego krzakami parkanu jechały czołgi. Czym prędzej ubrałem się. Mieszkanie puste. Matka musiała wyjść, dowiedzieć się, co się dzieje, nie budząc mnie. Wybiegłem z domu w kierunku na wartownię. Zdawało mi się, że tam było moje miejsce, że tam będę mógł dowiedzieć się czegoś konkretnego.

Zrobiłem to bez chwili wahania, jakby pod nakazem jakiejś niewidzialnej siły, nakazem, od którego nie było odwołania, a który zadecydował o całym moim życiu.

Kolumna czołgów jechała ulicą wzdłuż koszar i nie zatrzymując się przy bramie jechała dalej w kierunku Dubna. Biegnąc zobaczyłem czerwone gwiazdy na czołgach.

Na wartowni kilku ułanów, podoficer – dowódca warty rozmawiał z kimś przez telefon. Skończył rozmowę i zwracając się do swoich ułanów powiedział, że oddziały sowieckie przekraczają granicę i w razie ich wkroczenia na teren koszar ma rozkaz nie stawiać oporu. Rozkaz dostał od dowódcy KOP-u w Ostrogu. Rozkaz ten później był dwukrotnie zmieniany. Przypomniałem sobie ułana woźnicę i pobiegłem do stajni. Konie spokojnie skubały siano, a obok na wiązce słomy, z karabinem przy boku spał ułan. Zerwał się, gdy go szarpnąłem, i chwycił za karabin. Powiedziałem mu, że czołgi sowieckie jadą przez Ostróg. Najpierw napoił konie, potem razem poszliśmy na wartownię.

Przed bramą koło wartowni zebrała się grupa naszych żołnierzy i kilku oficerów rezerwy, którzy przyjechali do Ostroga, do mającego tu powstać Ośrodka Zapasowego Brygady Kawalerii.

Czołgi jechały nadal. Siedzący na czołgach żołnierze sowieccy machali do nas rękoma. Zaczęły jechać samochody z wojskiem i maszerować kolumny piechoty. Wyglądały różnie. Jedne oddziały prezentowały się dobrze, inne wyglądały jak gromady dopiero co zebranych ludzi, wielu żołnierzy z karabinami na sznurku. Kawaleria na mizernych, wychudzonych koniach. Wszyscy wyglądali zmęczeni, jakby po długim marszu, i wszyscy w pośpiechu.

Major Gąsiorowski, który przed paru dniami przyjechał do Ostroga, podszedł do jadącego konno dowódcy maszerującej kolumny piechody i zawołał: “Na kogo wy idziecie?”, na co tamten odkrzyknął: “Na wsiech kto nam po drodze!”. Wkrótce major poszedł do dowództwa batalinou K.O.P.-u, które było niedaleko koszar ułańskich na tej samej ulicy.

Jak zahipnotyzowani wydarzeniami, które spadły na nas niespodziewanie, staliśmy patrząc na tę lawinę obcych ludzi, która płynęła szeroką ulicą. Wkroczenie armii sowieckiej było dla nas gromem z jasnego nieba, którego nikt się nie spodziewał. Polska walczyła z Niemcami, a nie ze Związkiem Sowieckim, z którym miała akt o nieagresji. W tych pierwszych chwilach zaczynającego się dnia panowała konsternacja, zaskoczenie tym, co się stało, na usta cisnęły się pytania, na które nikt nie potrafił odpowiedzieć, nie było czasu zastanawiać się co robić, działały jedynie odruchy. Byliśmy jak ludzie którzy wyrwani ze snu, nagle widzą, że są w pułapce.

Na wartownię przyszła moja matka. Domyśliła się, że mogłem tam być. Matka prosiła mnie, abym wrócił do domu i przebrał się w ubranie cywilne. Była to dla mnie propozycja nie do przyjęcia. Widząc mój upór matka pożegnała się ze mną i ze łzami w oczach powiedziała: “Niech Bóg ma cię w swojej opiece.” Gdy po osiemnastu latach spotkaliśmy się, dowiedziałem się od niej, że musiała wówczas wracać do domu, aby spalić papiery ojca. Ojciec przed wyjazdem zostawił w biurku plik papierów z poleceniami, ale w wypadku nieprzewidzianych wydarzeń, gdyby groziło, że wpadna w obce ręce, spalić je.

Tymczasem zrobił się dzień. Piękna pogoda, niebo bez chmur, jak wszystkie dni od pierwszego dnia wojny. Nad miastem ukazały się dwa polskie samoloty typu “Karaś”. Leciały nisko, widać było wyraźnie sylwetki pilotów. Momentalnie rozległ się gwałtowny ogień broni maszynowej i dział przeciwlotniczych. Całe niebo w pękach rozrywających się pocisków. Samoloty przeleciały nad koszarami, zatoczyły łuk nad miastem i nietknięte odleciały na zachód. Ten epizot, który ujawnił intencje wkraczającej armii, ocknął mnie. Postanowiłem jeszcze raz wstąpić na wartownię, a potem zdecydować, co robić dalej. Ale teraz było już za późno na racjonalne decyzje. Gdy rozmawiałem z dowódcą warty, ktoś krzyknął z korytarza, że rozbrajają wartownika przy bramie. Wyszliśmy na zewnątrz. Od bramy podchodziło do nas kilku oficerów sowieckich z pistoletami w dłoniach. Jeden z nich krzyknął: “zdawaj orużje” (oddawaj broń). Równocześnie z drugiej strony koszarowego placu wyskoczył zza budynku oddział z karabinami, na których osadzone były długie, cienkie bagnety skierowane na nas. Stało się!

Rozbrojenie kilkunastu ułanów nie trwało długo. Po chwili, ustawieni dwójkami, otoczeni przez żołnierzy sowieckich, poprowadzeni zostaliśmy do miasta. Zatrzymali nas przed koszarami KOP-u. O kilka kroków obok zobaczyłem olbrzymią kałużę krwi. Przebiegło mi przez głowę, że będą nas mordować. Zrobiło mi się madło w gardle i poczułem całą moją beznadziejność wobec tego, co działo się wokół mnie.

Jakiś młody oficer sowiecki podszedł do nas, spisał nasze nazwiska i poprowadzeni zostaliśmy przez miasto w kierunku granicy. Po obu stronach ulicy, którą nas prowadzono, stały grupki osłupiałych Poaków. Dwie młode dziewczyny patrzyły na nas, łzy leciały im z oczu.

W tym czasie cału Ostróg zatłoczony był oddziałami sowieckimi. Wydawało się, że byli wszędzie. Ulice pełne piechoty, na rynku artyleria, karmino konie zaprzężone do armat.

Przeszliśmy most na granicznej rzece (Wilia, dopływ Horynia) i znależliśmy się po sowieckiej stronie. Dookoła, jak okiem sięgnąć, masy wojsk. Na Ostróg bez przerwy sunęła lawina ludzi, czołgów, armat. Zatrzymano nas przy strażnicy, gdzie stała już rozbrojona grupa oficerów i żołnierzy KOP-u. Po południu otoczeni sowieckimi żołnierzami ruszyliśmy dalej. Piaszczysta droga prowadziła przez sosnowe lasy, w których obozowały oddziały Czerwonej Armii. Minęliśmy długą kolumnę artylerii i wyszliśmy na otwarte pole. Było gorąco, słońce prażyło, ale od wschodu niebo zaczęło się zaciągać ciemnymi chmurami i błyskało.Nadciągała burza. Przyszła do nas szybko, zaczął padać deszcz, coraz bliżej trzaskały pioruny, zrobił się półmrok. W oddali na wzgórzu widać było Ostróg – jeszcze w płomieniach zachodzącego słońca. Kończył się dzień 17 września pamiętnego 1939 roku….

Józef Pętkowski, “17 września 1939 roku słońce zgasło nad Horyniem – wspomnienia lwowskiego kadeta”. Wydano nakładem autora. Drukarnia Ojców Franciszkanów w Niepokalanowie, 1998.

http://www.ulan-wolynski.org.pl/biuletyn25.html



* * *


POŻEGNANIE PANA JÓZEFA PĘTKOWSKIEGO

Włodzimierz Majdewicz


Obrazek
Józef Pętkowski


W dniu 5.04.2016 roku zmarł w wieku 93 lat mieszkający San Jose w Californii Pan Józef Pętkowski. Był synem ppłk. dypl. kawalerii Józefa Pętkowskiego ostatniego dowódcy 19 Pułku Ułanów Wołyńskich. Przed wybuchem wojny mieszkał we Lwowie był kadetem w Korpusie Kadetów Nr 1 Marszalka Józefa Piłsudskiego. Rankiem 17 września 1939 roku W Ostrogu wraz z garstką przebywających na terenie koszar żołnierzy 19 Pułku Ułanów Wołyńskich 17 letni kadet Józef Pętkowski został wzięty do sowieckiej niewoli. Przez dwa miesiące był wieziony w Kozielsku. Pewnego dnia nastąpiło wydarzenie, dzięki któremu ocalał. Ta scena została opisana w wydanych prze Józefa Pętkowskiego w 1998 roku wspomnieniach. Książce tej autor nadał znamienny tytuł „17 września 1939 roku SŁOŃCE ZGASŁO NAD HORYNIEM”. ” W wyznaczonym dniu stanęliśmy wszyscy na zbiórce przed sowimi budynkami. Kliku oficerów sowieckich podeszło do nas z zapytaniem, czy są tu jacyś szeregowi z zachodniej Ukrainy, a ponieważ nikt się nie odezwał, zaczęli odchodzić. Wówczas mjr. Gąsiewicz, obok którego stałem, krzyknął po rosyjsku: „Tutaj jest jeden młody chłopak!” i równocześnie z kilku innymi zaczął przynaglać mnie, abym wystąpił, co też zrobiłem. Oficerowie sowieccy spojrzeli na mnie z góry na dół i kazali iść ze sobą.
Nie wiedziałem wówczas, że być może mjr. Gąsiewicz i inni, obok których stałem, a którzy wypychali mnie z szeregu, uratowali mi życie. Ich wszystkich czkała gehenna.” Potem była katorżnicza praca w kopalni rudy żelaza im. Frunze w rejonie przemysłowo górniczym Krzywego Rogu. Potem był Kotłas, budowa torów kolei do Workuty, karczowanie tajgi i prace ziemne na Dalekiej Północy o głodzie często w olbrzymim mrozie w skrajnym wyczerpaniu na granicy śmierci.
Po kilkudniowym transporcie koleją na południe Rosji dotarł do Taiszczewa tam 5 września 1941 roku po raz pierwszy zobaczył gen. Władysława Andersa. Rozpoczęła się organizacja oddziałów. Józef Pętkowski rozpoczął żołnierską służbę w 5 Pułku Artylerii Lekkiej. W listopadzie 1941 roku zgłosił się do Szkoły Podchorążych Piechoty przy 5 Dywizji. W styczniu 1942 roku transportowano koleją do Kirgistanu w okolice Dżałał-Abad. Po ukończeniu Szkoły podchorąży Józef Pętkowski służył w dywizjonie rozpoznawczym. W dywizjonie obowiązywały tradycje kawaleryjskie, dowódcą był ppłk. dypl. Emil Gruszecki. Po atakach choroby tropikalnej dotarł statkiem z Krasnowodzka do portu Phlewi w Iranie.
Po latach napisał „Wyjazd z Sowietów był dla nas wielkim przełomem. Zamykaliśmy rozdział życia, który zaczął się 17 września 1939 roku zdradzieckim napadem Sowietów na Polskę in prowadził przez obozy jenieckie, kopalnie, łagry Północy wywiezienie setek tysięcy ludności polskiej do odległych zakątków Azji, prowadził przez głód, poniewierkę i śmierć tysięcy Polaków.”
W Iraku w ramach reorganizacji dywizjon rozpoznawczy został przeformowany w 5 Pułk Artylerii Przeciwpancernej. Rozpoczął się długi okres intensywnych, mozolnych ćwiczeń w pustynnych warunkach i upale. W sierpniu 1943 roku, po rocznym pobycie na pustyni w Iraku przesunięto do Palestyny. Po kolejnym ostrym nawrocie malarii Józef Pętkowski przebywał w szpitalu.
Gdy wrócił do zdrowia, ruszył w ślad za swym walczącym już we Włoszech Pułkiem. Po pięciu dniach rejsu polskim statkiem „Batory”, który był jednym z pięciu transportowców w konwoju w raz z innymi żołnierzami alianckimi przypłynął do włoskiego portu Taranto. Dotarł do swojego Pułku i otrzymał przydział do 2 Dywizjonu. W walkach pod Piage został ranny. Potem dowodził 3 baterią w 1 Dywizjonie. W czasie ciężkich walk nad rzeką Senio został awansowany na podporucznika. Na czele swej baterii w ramach ofensywy na Bolonię walczył nad rzeką Saterno, walczył pod Corticella i wielu innych miejscach. Za okazane na polu walki męstwo por. Józef Pętkowski odznaczony został Krzyżem Walecznych. Gdy skończyły się działania wojenne. 5 Pułk Artylerii Przeciwpancernej kwaterował w podgórskim miasteczku Bertinoro później w Cervii nad Adriatykiem w pobliżu Rawenny. Latem 1946 roku 2 Korpus przewieziono do Wielkiej Brytanii tam wkrótce nastąpiła demobilizacja.
Przez kilka lat Józef Pętkowski mieszkał w Anglii. Od 1951 żył na emigracji w Stanach Zjednoczonych. Po latach nawiązał kontakt z rtm. Włodzimierzem Bernardem. Był Członkiem Honorowym Stowarzyszenia Rodzina 19 Pułku Ułanów Wołyńskich. Współpracował z redakcją „Ułana Wołyńskiego”. Mimo rzadkich wizyt w Polsce utrzymywał z nami kontakt telefoniczny i korespondencyjny, przekazywał wspomnienia i unikalne materiały, min. unikalną relację por. Chomicza o ostatniej fazie walk 19 Pułku Ułanów we wrześniu 1939 roku. Interesował się aktualną sytuacją w kraju. Tęsknił do Ojczyzny. W różnych formach w istotny sposób wspierał działalność statutową naszego Stowarzyszenia. Odszedł bohaterski żołnierz, patriota, autorytet i serdeczny przyjaciel. Odejście Pana Józefa Pętkowskiego na wieczną wędrówkę to dla nas wielka strata. W wielu rozmowach podkreślał konieczność pamięci o zbrodni w Katyniu. Pamięć o Jego Ojcu dowódcy 19 Pułku Ułanów i wszystkich spoczywających w Katyniu to nasz wielki obowiązek.

Włodzimierz Majdewicz



* Na zdjęciu tytułowym witraż z Kościoła Matki Boskiej Wspomożycielki Wiernych w Warszawie nawiązujący do Odznaki turystycznej PTTK „Szlakiem 19 Pułku Ułanów Wołyńskich”.



Źródło: Ułan Wołyński – Nr 58 z kwietnia 2016 roku.
http://www.ulan-wolynski.org.pl/biuletyn58.html


Przeczytaj również:

* Korpus Ochrony Pogranicza 1924 – 1939, PCO 23.11.2011
http://www.polishclub.org/2011/07/23/ko ... 1924-1939/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września 1939 - IV Rozbiór Polski
PostNapisane: 18 wrz 2016, 14:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/iv-rozbior-polski- ... itej-mapy/

IV rozbiór Polski – jak podzielono tereny II Rzeczypospolitej [mapy]
Opublikowane 2016/09/17 w II wojna światowa



Pakt Ribbentrop-Mołotow został podpisany 23 sierpnia 1939. Jednak ostatecznego podziału Polski dokonano ponad miesiąc później, 28 września, podpisując tzw. II pakt Ribbentrop-Mołotow.
powyżej: Mapa podziału Polski (rozgraniczenie według paktu Ribbentrop-Mołotow) opublikowana w dzienniku „Izwiestia” 18.09.1939

Obrazek


Mapa podziału ziem II Rzeczpospolitej w latach 1939-1941


Ostatecznie w wyniku dokonanego rozbioru Polski Niemcy zajęły obszar ok. 186 tys. km kw., zamieszkany przez ok. 22 mln osób. 8 października 1939 r., na mocy dekretu Adolfa Hitlera, do Rzeszy wcielone zostały województwa: pomorskie, poznańskie, śląskie, większa część łódzkiego, zachodnia część krakowskiego, część warszawskiego i część kieleckiego. W sumie 92 tys. km kw., na których mieszkało ponad 9 mln osób. Wymienione obszary zostały włączone do istniejących prowincji niemieckich oraz do dwóch nowych okręgów: Wartheland (Kraj Warty) oraz Gdańsk-Prusy Zachodnie.
Z pozostałych zagarniętych przez Niemcy ziem polskich, dekretem Hitlera z 12 października 1939 r. utworzono „Generalne Gubernatorstwo dla okupowanych ziem polskich”, składające się z dystryktów: krakowskiego, radomskiego, warszawskiego i lubelskiego.
Związek Sowiecki, uczestnicząc w rozbiorze Polski, zajął obszar o powierzchni ponad 190 tys. km kw., z ludnością liczącą ok. 13 mln osób. Okrojona Wileńszczyzna została przez władze sowieckie w październiku 1939 r. uroczyście przekazana Litwie. Nie na długo jednak, bowiem już w czerwcu 1940 r. Litwa razem z Łotwą i Estonią zostały wcielone do ZSRS.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września 1939 - IV Rozbiór Polski
PostNapisane: 19 wrz 2016, 11:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kierunki.info.pl/2016/09/joanna- ... or-polski/

Joanna Przywara: „IV Rozbiór Polski”
17 września 2016 o 10:00 / komentarzy (1)



Łamiąc postanowienia wynikającego z przynależności do Ligi Narodów paktu o nieagresji z 1932 roku, siły zbrojne Związku Socjalistycznego Republik Radzieckich 17 września 1939 przekroczyły granicę Polski. Tym samym na podstawie podpisanego 23 sierpnia przez III Rzesze i ZSRR paktu Ribbentrop-Mołotow rozpoczął się IV rozbiór naszego kraju.

Integralną częścią zawartego wówczas sowiecko-niemieckiego paktu o nieagresji był „Tajny Protokół Dodatkowy”. Jego drugi punkt, dotyczący bezpośrednio Polski, brzmiał następująco: „W wypadku terytorialnych i politycznych przekształceń na terenach należących do Państwa Polskiego granica stref interesów Niemiec i ZSRR przebiegać będzie w przybliżeniu po linii rzek Narwi, Wisły i Sanu. Kwestia, czy w obopólnym interesie będzie pożądane utrzymanie niezależnego Państwa Polskiego i jakie będą granice tego państwa, będzie mogła być ostatecznie wyjaśniona tylko w toku dalszych wydarzeń politycznych. W każdym razie oba rządy rozstrzygną tę kwestię na drodze przyjaznego porozumienia”.

Już pod koniec sierpnia Borys Szaposznikow, szef Sztabu Generalnego Armii Czerwonej sporządził plan najazdu na Polskę. We wrześniu komisarz spraw wewnętrznych Ławrientij Beria wydał rozkaz, określający zadania specjalnych grup operacyjnych NKWD, które jako pierwsze miały wkroczyć na nasze ziemie. Istnieje też duże prawdopodobieństwo, iż tego samego czasu została stworzona także dyrektywa ludowego komisarza obrony Klimienta Woroszyłowa oraz szefa Sztabu Generalnego Armii Czerwonej Borysa Szaposznikowa do Rady Wojennej Białoruskiego Specjalnego Okręgu Wojskowego, przekształconego na dniach we Front Białoruski o rozpoczęciu w nocy 12/13 września 1939 roku ofensywy przeciw Polsce. Jednak datę wydania dokumentu definitywnie zmieniono na 14 września, a moment ataku z nocy 12/13 września na ranek dnia 17.

O godzinie 4:00 rano wojska sowieckie Frontów Białoruskiego i Ukraińskiego, dowodzone kolejno przez Michaiła Kowalowa oraz Siemiona Timoszenki przekroczyły granicę
z oficjalnym komunikatem rządu radzieckiego, iż dokonano tego w celu „obrony ludności ukraińskiej i białoruskiej żyjącej w Polsce, a zagrożonej wojną”. W sumie liczyły one co najmniej 620 000 żołnierzy, ponad 4700 czołgów i 3300 samolotów.
Jednostki te posiadały zatem między innymi prawie dwa razy więcej czołgów niż Wehrmacht w dniu 1 września 1939 i dwa razy tyle samolotów bojowych co Luftwaffe na froncie polskim. Wrogim wojskom przeciwstawiły się jednostki Korpusu Ochrony Pogranicza i nielicznych oddziałów wojskowych, liczących łącznie 30 tysięcy żołnierzy. Dodatkowych komplikacji przysporzył wydany przez Edwarda Śmigłego-Rydza rozkaz „Z Sowietami nie walczyć”, który nie dotarł do wszystkich dowódców, a także jego różna interpretacja. Siły radzieckie szybko zajęły większą część Kresów, z Wilnem i Lwowem na czele. Warto zaznaczyć, że agresja ta nastąpiła w czasie, kiedy trwała bitwa nad Bzurą. Broniły się Warszawa, Lwów, Modlin oraz Hel, a dowództwo wojsk polskich podejmowało próbę obrony na przedmościu rumuńskim. Nasi żołnierze otrzymali też rozkaz przekroczenia granicy rumuńskiej i węgierskiej w celu uniknięcia niewoli. Władze polskie wzywając, do unikania walki z Armią Czerwoną nie uznały jej wkroczenia za powód do wypowiedzenia wojny i nie zerwały stosunków dyplomatycznych z Moskwą. Zaistniała sytuacja zadecydowała o tym, iż w nocy z 17 na 18 września prezydent Ignacy Mościcki wraz z rządem polskim i korpusem dyplomatycznym przekroczył granicę rumuńską, planując przedostanie się do Francji. Razem z nimi terytorium polskie opuścił Naczelny Wódz marszałek Edward Śmigły-Rydz.

28 września 1939 podczas kolejnej wizyty Ribbentropa w Moskwie zawarty został „Traktat Sowiecko-Niemiecki o Granicy i Przyjaźni”, któremu ponownie towarzyszyły tajne protokoły dodatkowe. We wstępie stwierdzano: „Rząd Rzeszy Niemieckiej i rząd ZSRR uznają, po upadku dotychczasowego państwa polskiego, za wyłącznie swoje zadanie przywrócenie na tym terenie pokoju i porządku oraz zapewnienie żyjącym tam narodom spokojnej egzystencji, zgodnej z ich narodowymi odrębnościami”. Godząc się na propozycję Stalina, zmieniono podział terytorialny ziem polskich. Granica pomiędzy ZSRR a III Rzeszą przebiegać miała odtąd wzdłuż linii rzek San-Bug-Narew-Pisa.

Agresja ZSRR na Polskę doprowadziła do pięćdziesięciu lat podporządkowania naszego kraju polityce komunistycznej Rosji. W wyniku dokonanego rozbioru Polski, Związek Sowiecki styranizował obszar o powierzchni ponad 190 tysięcy kilometrów kwadratowych z ludnością liczącą około 13 milionów. Okrojona Wileńszczyzna została przez władze sowieckie w październiku 1939 uroczyście przekazana Litwie. Nie na długo — już w czerwcu 1940 Litwa wraz z Łotwą oraz Estonią weszła w skład ZSRR. Wywiezionych zostało 2 miliony polskich cywilów. Od lutego 1940 do czerwca 1941 roku miały miejsce cztery wielkie fale deportacji na Sybir – 400.000 Polaków. 22 tysiące polskich jeńców wymordowali Rosjanie między innymi w Katyniu. Sowieci uśmiercili kilkadziesiąt tysięcy polskich patriotów, których więzili i torturowali. Władze Rosji sowieckiej planując podporządkowanie sobie po II wojnie światowej Polski stworzyły z agentów NKWD Polską Partię Robotniczą. PPR nawoływała Polaków pod okupacją niemiecką do powstania zbrojnego, by ułatwić Niemcom zgładzenie polskich patriotów. Rosja sowiecka w 1943 roku powołała armię składającą się z naszych rodaków i dowodzoną przez agenta NKWD Berlinga – dla Polaków z łagrów była jedyną formą ucieczki z ZSRR. Źle wyszkolonych Rosjanie wysyłali na rzeź.

W 1943 roku USA, Wielka Brytania i komunistyczna Rosja postanowiły, że prawie połowa kraju po II wojnie światowej zostanie wcielona do ZSRR. Co więcej, by nie utrudniać aliantom współpracy, w tym też roku, zamordowano generała Sikorskiego. Podczas II wojny światowej zginęło z rąk sowietów 1500000 Polaków. Polska wraz z historycznymi ośrodkami polskiej kultury Wilnem i Lwowem została przyhaczona do ZSRR, gdzie wszelkimi sposobami tępiono polskość.

Komunistyczna okupacja zdeprawowała Polaków, zastopowała rozwój polskiej gospodarki, nauki i kultury, zdeklasowała ludzi przyzwoitych ludzi, zapewniając realną władzę spadkobiercom kolaborantów Rosji sowieckiej.

RAZ SIERPEM, RAZ MŁOTEM, W CZERWONĄ HOŁOTĘ !!!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września 1939 - IV Rozbiór Polski
PostNapisane: 19 wrz 2019, 13:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31620
Świadek historii wspomina 17/9/1939 r.: „Nadejście Rosjan zwiastował straszny smród. Przed Armią Czerwoną szedł potworny zapach"

Bardzo dobrze pamiętam 17 września 1939 r. we Lwowie, gdzie urodziłem się i mieszkałem w dzieciństwie. Nadejście Rosjan zwiastował straszny smród. Przed Armią Czerwoną szedł potworny zapach — wspomina zdradziecką napaść Sowietów na Polskę we wrześniu 1939 r. rozmowie z portalem wPolityce.pl Adam Macedoński urodzony w 1931 r. we Lwowie. W 2013 r. ukazała się jego książka pod tytułem „Pod czerwoną okupacją”.
To był gorszy zapach, niż ten, który czujemy w tramwaju lub w autobusie od bezdomnego, który dawno się nie mył. Sowieci nie wyglądali jak armia. Wielu nie miało butów albo miało dwa różne buty. To była horda wynędzniałych i dzikich głodomorów. Nie szli w szeregu, poruszali się masą. Byli niskiego wzrostu. Moja matka zawołała: przecież oni dzieci do wojska biorą. Ich niski wzrost był wynikiem głodu
— podkreśla działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, który w 1978 r. w Krakowie założył Instytut Katyński.

Lwów był miastem zieleni i kwiatów. To jedno z najładniej położonych miast w Europie, leży na siedmiu pagórkach. Nie przypadkowo został nazwany polską Florencją. Wszędzie były szerokie chodniki z trawnikami. Było pełno ogródków. Zapach kwiatów był charakterystyczny dla miasta
— wspomina swoje dzieciństwo we Lwowie Adam Macedoński, który mieszkałem z rodzicami i siostrą przy ul. Dobrzańskiego 1 na rogu Łyczakowskiej.
Jak Sowieci weszli do miasta ze swoim wielkim smrodem byli bezkarni. Nic im nie groziło za kradzieże i zabójstwa. Ludzie, którzy zgłaszali przestępstwa popełniane przez żołnierzy Armii Czerwonej byli zabijani przez milicjantów, których o tym informowali. Armii Czerwonej nie wolno było krytykować. Później ludzie już wiedzieli, że nie można się skarżyć, tylko należy dawać, co chcą. Żołnierze Armii Czerwonej nawet dzieciom zabierali jedzenie. A nam matki dawały kromki chleba z masłem czy co akurat było, bo już zaczęła się bieda. Nie mogliśmy wychodzić pojedynczo z domu. Musieliśmy poruszać się w grupie, bo napadały na nas rosyjskie dzieci, które były niezwykle agresywne. One przyszły za hordą żebraków, z których każdy miał spiczastą czapkę i karabiny na sznurkach. Żaden z żołnierzy Armii Czerwonej nie miał karabinu na skórzanym pasku. Oficerowie mieli drewniane kabury do pistoletów, które przy otwieraniu i zamykaniu wydawały charakterystyczny dźwięk. Kiedy było słychać dźwięk„klap-klap” wiadomo było, że za chwilę będzie strzelał
— mówi Adam Macedoński.
Za wojskiem autami przyjechało NKWD. Wiedzieliśmy, że funkcjonariusze z fioletowymi otokami są najgorsi. Byli lepiej ubrani i odżywieni niż sowieccy żołnierze. Ich kobiety nosiły czerwone berety, miały makijaże jak prostytutki i używały mocnych perfum
— dodaje.
Rosjanie ogłosili, że wszyscy policjanci mają zgłosić się na rogatce Zielonej po odbiór dokumentów. Większość ufając im, stawiła się w tym miejscu. Mój ojciec znał naród rosyjski, ponieważ brał udział w marszu na Kijów w 1920 r. Podejrzewał, że coś się za tym wezwaniem kryje. Poszedł przed określoną w zawiadomieniu godziną, żeby sprawdzić miejsce. To była ślepa ulica, a po jej bokach były ustawione karabiny maszynowe. Szybko uciekł i dał znać kolegom, żeby tam nie szli. Uratował życie im i sobie
— wspomina.
Mój ojciec ukrywał się od początku wejścia Sowietów. Był posterunkowym Policji na 10 komisariacie na ul. Kurkowej. Czasem wpadał do domu, żeby umyć się i przebrać. Dostarczał żołnierzom żywność i rozkazy. Raz przyszedł zapłakany, bo studentka, która broniła Lwowa strzelając z okopów została ranna. Ojciec chciał, żeby się wycofała i poszła do szpitala. Odmówiła. Powiedziała, że będzie strzelała drugą ręką
— mówi Macedoński w rozmowie z portalem wPolityce.pl.
Dobrze pamiętam również pierwszy dzień wojny w moim rodzinnym Lwowie. 1 września 1939 r. chodziłem do trzeciej klasie szkoły podstawowej. Dowiedzieliśmy się w szkole, że wybuchła wojna i nie będzie lekcji, wybiegliśmy z kolegami z radością wołając: wojna! wojna! Byliśmy pewni, że będziemy bronić Lwowa, jak dzieci w 1918 r. i zwyciężymy wrogów
— wraca do wydarzeń sprzed 80 lat.
Musimy wyciągać wnioski z naszej historii i czerpać doświadczenia. A doświadczenie mówi: nie ufać Rosjanom, Niemcom i Ukraińcom
— podkreśla Adam Macedoński w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

Not. TP

https://wpolityce.pl/historia/464258-sw ... zedl-smrod


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 35 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /